-...dziś wrócę później...
-...nie szykuj na mnie, odgrzeję sobie ten obiad, jedziemy na hurtownię...
-...muszę iść na pomiar, spóźnię się trochę...
-...mamy zamówienie, dziś...(
tak dziś wrócisz później)
Coraz częściej zdarza mi się słyszeć te, lub podobne słowa z ust mojego Lubego. Niby wiem, że dzięki temu mamy jako taką płynność finansową, ale coraz bardziej jest mi z tym ciężej. Ta pustka w domu, ciągłe zerkanie na wskazówki zegara, wizyty z dzieckiem na rękach przy oknie i tłumaczenia, tatunia niedługo wróci. Ale to niedługo, czasem bardzo przeciąga się w czasie, a później widzę tą zmęczoną twarz, zawijanie widelcem po talerzu z prędkością światłą i kimanie na fotelu, bo niby on wcale nie jest taki zmęczony by jeszcze iść spać, ale oczy same mu się zamykają. Ostatnio więcej tematów przez telefon załatwiamy niż w cztery oczy.
Ach...