Kolejny poniedziałek za nami. Zbierałam się do napisania tego postu, jak ta przysłowiowa sójka...
Potrzymam was jeszcze troszkę w niepewności (niecierpliwych zapraszam do ostatniego zdania) a teraz co u nas.
Poczynając od ostatniej niedzieli...byłam na najlepszych chrzcinach na świecie. Chciałabym się tu rozpisać (choć nie potrafię tak pięknie) o tych wszystkich smakołykach jakie były na stole, o matko ale się objadłam. O super zabawie Pauli z przemiłymi koleżankami, jak już załapała wspólny język pozbyłam się dziecka na bardzo długie chwile. Jak miło nie słyszeć:
Mamo nudzę się! Mamo pić mi się chce! Mamo boli mnie głowa! Mamo kiedy idziemy...itd. Hanka uciorała dokładnie swoje bielutkie rajstopki włażąc i złażąc non stop ze schodków, zjadła (nawet za siostrę) porcję pyszności ze stołu. I wiecie co polecam robienie tego typu imprez w lokalach (o ile budżet rodzinny na tym nie ucierpi) ta tona zmywania po gościach i po tak bardzo wyczerpującym dniu, chyba by mamę maleństwa wykończyła, nawet tą która posiada zmywarkę.
Z racji tego, że moje dziewczyny nadal (od września-przypominam) są chore, kaszel i katar to u nas już zamieszkały na dobre, przez ostatnie dwa tygodnie siedziałyśmy u dziadków. Czy ja już pisałam, że podziwiam starszych ludzi, skąd u nich tyle cierpliwości, do wszystkiego. Ja wysiadałam przy trajkocie Pauli i płaczach Hanki, a oni, nie uskarżali się na nic. Chciałabym móc posiadać choć cząstkę tego ich spokoju i opanowania względem własnych dzieci.
Hanka już jakiś czas temu wpadła w etap nucenia piosenek.Zasługą dziadka jest znajomość większości ludowych przyśpiewek.
Prześmiesznie to wygląda, gdy chodzi sobie w kółku i nuci: tam gólalik glomada, glomada.
tylko ta,tylko ta.
org.(Tam na polu góraliczek gromada, gromada. Żadna mi się nie podoba, tylko ta, tylko ta)Czasem trzeba jej podpowiadać kolejne słowa, ale tekst i melodie wychodzą jej znakomicie.
...i po ostatnie. Od poniedziałku siedzę w domu i nadrabiam zaległości wszelakie. Wysypiam się-nareszcie (wstaję prawie o ósmej) nigdzie się nie śpieszę. Nie myślę o fakturach, upierdliwych klientach, zimnych nogach jakie mam zawsze w pracy... takie chwilowe uśpienie.
Dobrze, że za oknem nadal słonko, choć już niedługo nie będę miała go tak wiele każdego ranka i to nie ze względu na aurę (podobno ma prószyć śniegiem dopiero na święta) ...
Powodem braku słonka będzie mój nowy widok z okien centralnie na północ.
Taram taram ...przeprowadzamy się.